Od początku borykamy się z problemem karmienia. Obecnie problem Michałka nazywamy wybiórczością pokarmową. Wybiórczość pokarmowa u dzieci polega na tym, że dziecko spożywa wybraną grupę produktów, nie da się przekonać do produktów, które nie należą do jego wybranej grupy, a nowe produkty wywołują  u niego nawet lęk. Specjaliści podają różne przyczyny wybiórczości pokarmowej: organiczne, motoryczne, behawioralne, sensoryczne, spowodowane błędami w związku z nieprawidłowym przebiegiem rozszerzania diety lub traumatyczne doświadczenia (np. zachłyśnięcia się pokarmem o grudkowatej konsystencji – może spowodować, że dziecko nie będzie jadło jakiegokolwiek produktu, który będzie zawierał tzw. grudki). Jeśli chodzi o Michałka to wydaje mi się, że nie ma jednej przyczyny, ja dopatruję się u niego prawie wszystkich.  Zauważyłam, że w głównej mierze chodzi o strukturę potrawy, chociaż smak też ma znaczenie. Dieta Michałka zawsze była uboga. Od 6 aż do 16 miesiąca jadł wyłącznie kaszkę mleczną mannę, waniliową i zbożową, deserek waniliowy (tylko jednego producenta), obiadki ze słoiczków i chrupki kukurydziane. No i oczywiście pił mleko. Aha, przez krótki okres czasu jadł jeszcze kaszkę „owoce leśne” i „z sokiem malinowym”, ale w pewnym momencie stwierdził, że to jednak nie jego smaki. Od 17 miesiąca zaczął się bardziej otwierać na nowe smaki, polubił domowe zupy, pieczywo, arbuza, soki, kisiel, jogurty, musy owocowe, kaszkę bananową, wafle kukurydziane i zbożowo – ryżowe, ser topiony w plastrach, czasem zje trochę parówki, a czasem mięso zblendowane z marchewką. Generalnie rozszerzanie diety w przypadku Michałka to była i nadal jest bardzo długa i ciężka droga. Obecnie Michaś ma 2,5 roku i waży 9,8 kg. Ma problemy z połykaniem oraz przeżuwaniem i gryzieniem choć ma prawie wszystkie zęby i nadal dławi się jedzeniem w związku z czym jest bardzo  niechętny do próbowania nowych potraw. Preferuje sprawdzone pokarmy, a są to produkty płynne, mokre, miękkie i takie, które rozpuszczają się w ustach. Co do smaków trudno powiedzieć czy lubi słodkie czy kwaśne, po prostu ma swoje ulubione potrawy. Zdecydowanie nie lubi mięsa, jaj, ryb, surowych warzyw, kiszonek, wędlin, serów i obiadów tzw. drugodaniowych (nawet naleśników i frytek). Nie lubi owoców w postaci tzw. „stałej” (oprócz arbuza) i zjada tylko banana, jabłko, awokado, mango i gruszkę, ale wyłącznie w formie koktajlu lub musu owocowego. A co lubi? Lubi mleko, serki typu danio (uwielbia danio śmietankowe), koktajle i musy owocowe (jego ulubiony smak to banan+awokado), zupy (a zwłaszcza zupę pomidorową z kluskami lanymi, rosół z kaszą pęczak i barszcz), a poza tym lubi jeszcze wafle pszenno-ryżowe i sok marchwiowo jabłkowy.

A tak obecnie wygląda jadłospis Michałka:

  • Śniadanie: mleko z kaszką bananową.
  • Drugie śniadanie: jogurt malinowy lub danio waniliowe lub śmietankowe lub koktajl lub mus owocowy.
  • Obiad: tylko i wyłącznie zupy – na szczęście lubi wszystkie, jest tylko małe „ale”… wszystko w zupie ma myć mega miękkie (a zupa z soczewicy zupełnie zblendowana na gładko).
  • Podwieczorek: zazwyczaj zupa, czasami też kaszka nestle gryczana lub pszenna ze śliwką, a czasami mięso z gotowaną marchewką.
  • Kolacja: pół kromki chleba lub bułki z masłem (czasem plaster lub dwa sera topionego lub kilka kęsów parówki, pomidora, ogórka) plus mleko z kaszką bananową.

Pomiędzy posiłkami dostaje swoje ulubione wafle i sok. I to wszystko.

W takim przypadku trudno o zrównoważoną dietę, więc wykorzystuję to, że Michał lubi zupy i do zup dodaję wszystko to czego normalnie nie zje tj. jajko, mięso zmiksowane, kasze, ryż, wszystkie warzywa  itd..itd..

Musimy też regularnie robić badania Michałkowi (morfologia krwi, ferrytyna, cholesterol całkowity, trójglicerydy, żelazo, proteinogram białek surowicy, a dodatkowo raz w roku wit. B12, kwas foliowy wit. D metabolit 25(OH), wapń, magnez, cynk  i homocysteinę), aby mieć pewność , że niczego mu nie brakuje. Niestety nie udało nam się jeszcze znaleźć źródła problemu z jedzeniem Michałka ani też podjąć odpowiedniej terapii, ale póki co, wyniki Michałka są (o dziwo) dobre, więc mimo wszystko chyba nie mamy powodów do niepokoju.