Kto z nas 6 grudnia nie cofa się myślami do czasów swojego dzieciństwa. Dla mnie był to jeden  z  najcudowniejszych dni w roku. Moje dzieciństwo to lata 80, czyli czasy PRL-u. W tamtych czasach  dzieciaki nie miały tego co teraz jest w zasięgu ręki, tj. zabawek i słodyczy (no chyba , że w „Peweksie”) a na co dzień w sklepach nie było nawet  pomarańczy i bananów. Dlatego paczka od Św. Mikołaja była aż  tak wyjątkowa. Paczki które ja dostawałam zawierały głównie słodkości, a były to przede wszystkim: kasztanki, malagi, tiki-taki ,batonik typu „Pawełek” lub Prince Polo, gumy z Donaldem, czekolada – bodajże – „Anusia” lub bakaliowa z  Goplany (też dobra)  lub moja ulubiona mleczna czekolada w takim niebieskim opakowaniu z motylkami (ciekawe czy ktoś ją również pamięta) i obowiązkowo galaretki w  cukrze układane w kształcie kółka.  Czasem była  jakaś zabawka,  no  i oczywiście pomarańcze – kubańskie oczywiście! Ech, jak te słodkości wtedy smakowały! Do dziś uważam, że były to najlepsze słodycze pod słońcem. Pamiętam jak któregoś roku dostałam w paczce chiński piórnik- różowy, zamykany na magnes. To był wtedy hit! Jednym ze wspomnień które zachowam chyba do końca życia była paczka z ZSRR! To było w szkole podstawowej. Nie pamiętam co było w tej paczce, ale smak tego czegoś co zwało się czekoladą nie da się porównać do niczego! Pfu..pfu..pfu..wstrętne:-( W tamtych czasach był też bardzo popularny wizerunek Mikołaja z czapką biskupią i pastorałem w ręku. Taki Mikołaj przychodził do mojego przedszkola. W moich wspomnieniach Mikołaj wchodził w nocy przez okno lub przez dziurkę od klucza i zostawiał paczkę w łóżku. Czasem znajdowałam ją na poduszce, czasem pod poduszką, a czasem pod kołdrą. Fajnie powspominać…

1 Comment

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

clear formPost comment