Zaczęło się od zwykłego przeziębienia, a ostatecznie wylądowaliśmy w szpitalu. W sumie zaliczyliśmy dwa pobyty (z przerwą kilkugodzinną pomiędzy jednym a drugim). Pierwszy z powodu rotawirusa (prawdopodobnie Michałek złapał go w przychodni), a drugi z powodu zapalenia płuc (prawdopodobnie powikłania po rotawirusie lub zaraził się w szpitalu, zważywszy na szalejące tam wirusy).Tudzież ja będąc z Michałkiem w szpitalu złapałam rotawirusa, a nawet dwa! (a co tam, jak szaleć to szaleć). W sumie w szpitalu spędziliśmy dwa tygodnie (choć miałam wrażenie jakbym tam spędziła miesiąc). Biorąc pod uwagę to, że pierwszy miesiąc życia Michałka spędziliśmy w szpitalu powinnam być choć trochę uodporniona, ale każdy pobyt dziecka w szpitalu jest traumatycznym przeżyciem dla rodzica i przede wszystkim dla dziecka (do tej pory budzi się z płaczem). Bidulek doświadczył dużo bólu, stresu, uczucia niepokoju i lęku, a przede wszystkim utraty poczucia bezpieczeństwa. Tego ostatniego można było w pewnym stopniu uniknąć. Już podczas przyjęcia na oddział podczas zakładania wenflonu i pobierania krwi był od nas „oderwany”, bo niestety rodzice nie mogą uczestniczyć we wszystkich zabiegach. Przy każdym pobieraniu krwi czy zakładaniu wenflonu rodzice są wypraszani. Do tej pory Michał nigdy nie płakał przy pobieraniu krwi (bo zawsze przy nim byliśmy), tymczasem w szpitalu słychać go było już na parterze, nie wspomnę już o późniejszym uspokajaniu go, które trwało czasem pół godziny. Ale podobno takie jest zarządzenie dyrektora. Jest to dla mnie zupełnie niezrozumiałe (rozumiem jeśli chodzi o poważne zabiegi czy operacje, ale pobieranie krwi?! ) Może jestem przewrażliwioną mamuśką, ale wydaje mi się, że kiedy taki maluszek zostaje narażony na stres i ból i czuje się bezradny i bezbronny, potrzebuje szczególnie więzi emocjonalnej z rodzicem, jego bliskości, a jego brak w takich chwilach skutkuje właśnie utratą poczucia bezpieczeństwa (które później niestety trzeba budować od nowa). Doprawdy nie rozumiem tego rodzaju procedur. Nikt z personelu nie potrafił wytłumaczyć mi dlaczego tak jest, nie usłyszałam żadnych argumentów, żadnego wytłumaczenia, tylko po prostu tekst: „takie jest zarządzenie dyrektora”. Tym bardziej, że Prawa pacjenta w  licznych aktach prawnych, w tym Ustawie o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, Deklaracji Praw Pacjenta WHO oraz Europejskiej Karcie Praw Pacjenta i Europejskiej Karcie Praw Dziecka w Szpitalu,  gwarantują przede wszystkim dzieciom, aby miały prawo do tego, by cały czas byli przy nich rodzice lub opiekunowie. Szczerze mówiąc nie sprawdzałam czy takowe zarządzenie faktycznie istnieje (i żałuję), może to są tylko praktyki stosowane przez pielęgniarki, aby  ukryć w ten sposób brak wystarczających kompetencji czy brak umiejętności skupienia, gdy ktoś patrzy. Następnym razem na pewno wnikliwie to sprawdzę, ale mam nadzieje, że NIE BĘDZIE następnego razu.

1 Comment

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

clear formPost comment