Za namową neurologopedy postanowiliśmy zapisać Michałka do szkoły muzycznej. Wybór padł na szkołę muzyczną Yamaha, która oferuje zajęcia dla dzieci już od 4 miesiąca życia. Zajęcia nazywają się „Niemowlaki w Krainie Dźwięków”. Zajęciom towarzyszy foczka „Robby”, która wprowadza dzieci w ich pierwszą fazę muzycznego rozwoju. Tyle w kwestii formalnej. Entuzjastycznie skierowaliśmy nasze kroki na lekcje próbną. Raptem przestąpiliśmy próg sali a Michałek już w płacz! (a naszą pociechę niełatwo doprowadzić do płaczu). Był prze-ra-żo-ny! „Pomocy!” krzyczały jego oczy. Może się mylę (a mylę się rzadko;-)), ale wydaje mi się, że ten poziom hałasu nie był przystosowany do 5 miesięcznego dziecka. Słuch u niemowlaków  jest przecież bardzo wrażliwy na głośne dźwięki. Dla takiego niemowlaka to prawie jak dla nas młot pneumatyczny. Niedawno czytałam, że przyczyną uszkodzeń słuchu mogą być nawet hałasujące zabawki. Poza tym sala niewielka, na sali 10 osób, a osoba prowadząca zajęcia używała mikrofonu(???), tak więc kolejne decybele! Miałam wrażenie, że jestem na koncercie. Aha, i jeszcze ta gadająca foczka „Robby”…… hę…..jakby to ująć delikatnie…nie wiem czy to wina samej foczki, czy osoby, która tą foczką „sterowała”, ale kontakt z foczką  wzbudził w Michałku prawdziwe przerażenie! Nie mogąc uspokoić Michałka i w trosce o jego słuch po 10 minutach opuściliśmy zajęcia. Jak dla nas było zbyt agresywnie i zdecydowanie za głośno. Może te zajęcia są świetne i w ogóle, ale nie dla takich maluszków! Według mnie są to zajęcia dla rocznych dzieciaczków (swoją drogą nie rozumiem jak można tworzyć grupę łącząc 4 miesięczniaczki z 18 miesięczniaczkami??). Oczywiście to jest tylko moja subiektywna opinia.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

clear formPost comment